Coroczną akcję poszukiwania wnyków przeprowadziła Straż Leśna z Nadleśnictwa Giżycko (RDLP w Białymstoku) wraz z Kołem Łowieckim „Cyranka”. – Skłusowane zwierzęta nie są badane na obecność wirusa ASF – ostrzegają leśnicy.

Leśnicy wraz z myśliwymi podczas akcji „Wnyk”, przeprowadzonej 19 stycznia, wspólnie patrolowali lasy wokół rezerwatu przyrody „Nietlickie Bagno”.  

Podczas kilku godzin zdjęto i zabezpieczono aż 37 wnyków. W dwóch z nich znaleziono schwytaną zwierzynę. W pierwszym trafiono na młodą łanie (samicę jelenia), która miała wokół szyi zaciśniętą linkę. Ze śladów wynikało, że zwierzę próbowało wydostać się z pułapki przez parę dni.

W drugim wnyku znaleziono dużego odyńca (samiec dzika powyżej czwartego roku życia). Wprawdzie dzik jeszcze żył, ale stalowa plecionka owinęła mu się wokół gwizdu (ryj dzika) raniąc i zadając ból szamoczącemu się zwierzęciu. Niestety, zwierzę trzeba było uśpić.  Na miejsce wezwano policję i powiatowego lekarza weterynarii z Pisza. Zgodnie z zaleceniem lekarza weterynarii i obowiązującymi procedurami dzika należało zabezpieczono do dalszych badań na obecność wirusa ASF.

Obszary leśne, a zwłaszcza prywatne zadrzewienia śródpolne, w których zdjęto wnyki są dobrze znane Straży Leśnej i, niestety, miejscowym kłusownikom. Można tam odnaleźć drzewa, w które mocowane wnyki głęboko wrosły w korę. To, zdaniem leśników świadczy o „kłusowniczych tradycjach” w tamtym terenie, przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Walka i przeciwdziałanie kłusownictwu jest szczególnie ważna w okresie, kiedy część województwa warmińsko-mazurskiego znajduje się w czerwonej strefie ASF, czyli w obszarze objętym ograniczeniami mającymi na celu zapobieganie rozprzestrzenianiu się choroby.

Mimo intensywnie prowadzonej kampanii informującej o wyznaczeniu czerwonej strefy ASF, kłusowniczy proceder trwa nadal, a osoby zabierające skłusowane i niezbadane mięso do swoich gospodarstw świadomie ignorują zagrożenie jakie niesie ta choroba. Niestety wśród mieszkańców okolicznych wsi nadal pokutuje przekonanie, że nie trzeba badać mięsa dzików. Leśnicy często słyszą, że wystarczy sprawdzić, czy dzik nie ma „sinego języka, jeśli nie, to jest zdrowy”. – Co jest oczywiście nieprawdą – podkreślają leśnicy.

Strażnicy leśni z Nadleśnictwa Giżycko zauważają, że ujawnione przypadki kłusownictwa wskazuje na konieczność zwiększenia liczby patroli w lesie.


STALOWE LINKI SĄ NIEBEZPIECZNE NIE TYLKO DLA ZWIERZĄT, MUSZĄ NA NIE UWAŻAĆ TAKŻE LUDZIE FOT. M. ROMATOWSKA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz!
Proszę podać swoje imię